Testy szpeju – plecak Lowepro Pro Trekker 600 AW

Lowepro – firma z tradycjami, uchodząca za jedną z najlepszych. Oto moja opinia na temat Pro Trekkera 600 AW.

Zawsze używałem plecaków Lowepro. Były i są to między innymi: Super Trekker AW, Lens Trekker AW i różne Lens Case. Na tegorocznej wyprawie mam jednak wątpliwą przyjemność używać Pro Trekkera 600.  Na początku byłem zachwycony tym plecakiem. Obniżono wagę produktu. Plecak jest bardzo funkcjonalny i przemyślany. Między innymi ma odpinany pas biodrowy, przegrodę na komputer, dużo kieszeni. Rewelacyjny jest patent mocowania statywu, który można nosić bez dodatkowych zapięć, a jedynie po włożeniu do przegrody bez obawy o jego wypadnięcie. Niektórym przyda się zapewne miejsce na system hydracyjny. Nawet kieszonki na CF-y zostały tak zaprojektowane, że można w bardzo prosty sposób oznaczyć te z nich, w których znajdują się puste lub zapisane karty. Jednym słowem plecak prawie doskonały. Jedynym mankamentem jaki zauważyłem przed wyjazdem była minimalnie za mała długość plecaka. Zestaw złożony z AFS 600/4 VR plus body klasy D3 jest na tyle długi, że plecak po zapięciu jest za bardzo wypchany. To wypchanie powodowane jest przez pryzmat aparatu.  Sytuację rozwiązuje włożenie korpusu pryzmatem do dołu, ja jednak nigdy tak nie noszę sprzętu. Zabrakło raptem 1 cm na długości, może też głębokości plecaka tak, aby zestaw wchodził bezproblemowo. Oczywiście z tym „problemem” można żyć i cieszyć się z naprawdę fajnie pomyślanym i uszytym kawałkiem „cordury”.

Niestety ogromnym mankamentem plecaka są materiały z jakich został uszyty. Pierwszą oznaką kiepskiej jakości Trekkera był pobyt na tokowisku cietrzewi w Szwecji. Plecak ciągnąłem po zmarzniętym śniegu i troki do mocowania dodatkowego sprzętu postrzępiły się w sposób nie zwiastujący niczego dobrego. Ale to były tylko troki, które nawet postrzępione i tak będą „dawały radę”, przynajmniej jakiś czas. Największą niemiłą niespodziankę, po niespełna 5-cio tygodniowym użytkowaniu, sprawił system nośny plecaka.  Szelki uszyte są z kilku kawałków materiału pozszywanych na zakładkę i to stanowi ich element nośny. Właśnie na tych łączeniach materiał zaczął się rozchodzić. Szelki nie mają też dodatkowej zewnętrznej taśmy, która zwykle biegła przez całą długość aż do sprzączki. Uzupełniając tą relację już po wyprawie muszę powiedzieć, że szelka przez którą zakładałem plecak, czyli ta, która jest najbardziej obciążana dynamicznie trzyma się właściwie tylko na samej gąbce i materiale wyścielającym od strony ramienia.

W plecaku ekspedycyjnym przeznaczonym do noszenia ciężkiego sprzętu, który niejednokrotnie wart jest ogromne pieniądze, taka materiałówka/wykonanie jest dla mnie nie do zaakceptowania. Nie muszę mówić chyba o konsekwencjach upadku takiego plecaka, nie tyle z wysokości pleców noszącego, co z jakiejś półki skalnej, grani itp. Trzeba być też świadomym, że idąc w górzystym terenie pęknięcie jednej szelki w plecaku ważącym ponad 20 kg natychmiast zmieni punkt ciężkości idącego, co doprowadzić może do wypadku. System nośny w moim przekonaniu powinien być tak skonstruowany, aby wytrzymał bez zarzutu bardzo długi czas użytkowania, a jego wytrzymałość musi znacznie przekraczać wytrzymałość innych komponentów.

Niestety wygląda na to, że obniżono wagę plecaka kosztem wytrzymałości materiałów.  Przypadek mojego Trekkera niestety nie jest odosobniony. Wydaje się, że problem jest naprawdę poważny.