O termosach, wiązaniach i innych takich…

 

Termosy Stanley

Firma FreeForm obdarowała nas termosami Stanley. Marka znana i uznana. Jeszcze przed wylotem na Spitsbergen zrobiłem mały, ale konieczny test porównawczo-sprawdzający.
Do konkursu stanęły cztery Stanleye, Primus i Fjord Nansen. Już na wstępie okazało się, że jeden z czterech nowych termosów był uszkodzony. Bezpośrednio po zalaniu robił się ciepły, a wrzątek bardzo szybko się wychładzał. Pozostałe termosy dobrze trzymały temperaturę. Różnice pomiędzy Primusem i Fjordem Nansenem a Stanleyami wynosiły jednak co najmniej 7 stopni Celsjusza na korzyść tych ostatnich. Wybór więc okazał się prosty, dystrybutor bardzo szybko wymienił wadliwy egzemplarz i wszystkie cztery sztuki zabraliśmy na naszą polarną eskapadę, gdzie sprawdziły się wyśmienicie. Niestety nie cieszyliśmy się nimi zbyt długo. Dwa z czterech termosów rozszczelniły się w przeciągu kilku miesięcy po zakończeniu wyprawy. Całe szczęście, że nie nastąpiło to podczas naszego pobytu na Spitsbergenie.

Co mogę powiedzieć? Nigdy więcej termosów Stanley! Nawet tych „specjalnych”, wyprodukowanych na 100-lecie firmy!;)

 

Wiązania koszykowe – Berwin Backcountry Bindings

Wiązania gwarantują, że w Zakopcu wzbudzimy małą sensację. Mamy szansę usłyszeć komentarz, że od „takiego czegoś” zaczęło się narciarstwo biegowe. Nie wiem, nie znam się, ale faktem jest, że taki kawałek plastiku nie wzbudzał we mnie zaufania. Jednak typ i model wiązań konsultowaliśmy z najlepszymi polskimi polarnikami i trudno posądzić ich o nieznajomość tematu. Dlatego moja opinia, jako osoby właściwie niejeżdżącej na nartach może nie być miarodajna.

Nie są to wiązania dla początkujących. Kilka razy z Marcinem zaliczyliśmy „glebę”, co z pewnością nadwyrężyło materiał i w konsekwencji przyspieszyło „zmęczeniowe” uszkodzenie zasadniczej części konstrukcji. Dwa wiązania, u mnie i u Marcina, pękły w odstępie 10 minut po kilkudziesięciu kilometrach marszu. Oczywiście mieliśmy zapasową parę, którą zdekompletowaliśmy i wymieniliśmy uszkodzone części. Po powrocie do Polski sprawdziłem ponownie swoje wiązania. Okazało się, że kolejne również zaczęło pękać w tym samym miejscu. Tym razem sprawdziło się stare powiedzenie, że kto kupuje tanio (110$ za parę) kupuje dwa razy. Następne będą już WEBER Polar Ski Bindings.

 

Pulki firmy Snowsled

Pulki firmy Snowsled Polar, czyli nasze „niebieskie wanienki” w najlżejszej i najtańszej specyfikacji sprawdziły się bez zarzutu. We własnym zakresie dorobiliśmy usztywniającą sklejkę na dno pulek, która zwiększyła ich nośność. Sklejka była tak zaprojektowana, że spełniała również rolę podstawy pod primusa, a zakopana w śniegu służyła jako dodatkowe mocowanie naciągów od namiotu. Ze względu na dodatkowe i niemałe koszty oryginalnych części zmajstrowaliśmy kompletny hol z mocowaniami, amortyzatorem i hamulcem. Zamontowaliśmy również taśmy spinające bagaż. Niestety tylko jedne sanki wyposażone były w pokrowiec, który okazał się bardzo ważnym elementem ułatwiającym pakowanie i zabezpieczającym bagaż przed śniegiem.

„Niebieskie wanienki” dały radę, okazały się bardzo elastyczne i śliskie. Oczywiście trzeba mieć na uwadze, że w czasie naszej eskapady nie pokonywaliśmy zastrug i szczelin, a takich przeszkód nasze sanki mogłyby już nie wytrzymać.