Zjawią się cicho i niepostrzeżenie jak zjawy …

Wyjdą z ciemnego boru i będą musiały przejść obok mojego stanowiska. Nie mogę zasnąć, nie chcę. Muszę być gotowy i w odpowiednim momencie nacisnąć na spust. Bolą mnie oczy, a ręce i plecy zaczynają drżeć. Czuję jak co chwila opuszczam głowę i zdaję sobie sprawę, że powoli przegrywam ze swoim ciałem. Po raz setny sprawdzam sprzęt, ale to już nie pomaga i zamykam oczy. Zdaję się na słuch, a oczom pozwalam odpocząć. Siedzę pośrodku śródleśnego trzęsawiska i powinienem je usłyszeć, gdy będą szły w płytkiej wodzie. Słyszę odzywające się kruki. Ruszyły! Teraz nasłuchuję ze zdwojoną uwagą. Krakanie jednak oddala się… zasypiam. Z drzemki wyrywa mnie chlupot. Zanim otwieram na dobre oczy, palec bezbłędnie trafia na spust. Staram się złapać ostry obraz i nagle rozlega się pukanie. Przecieram oczy i widzę, że jest już ranek. Otwieram zaryglowane drzwi i wychylam głowę z kontenera. Jani jak zwykle uśmiechnięty pyta mnie jak się mam i czy wszystko OK. Ja, jak zwykle odpowiadam, ze dziękuję i że wszystko gra. Chyba w końcu trochę sobie pospałem. To był ostatni dzień, a raczej ostatnia zdjęciowa noc…

Dwa tygodnie wcześniej wyjechałem z Polski i przez kraje bałtyckie wjechałem, a raczej wpłynąłem na terytorium Finlandii. Korzystając ze sporego zapasu czasu pojechałem do Norwegii, nad fiordy wchodniego Finnmarku, aby później zjechać na południe w karelską tajgę. W krainie jezior i lasów miałem tylko jeden cel, a był nim największy kontynentalny drapieżnik Europy – niedźwiedź brunatny.

Umówiony z przewodnikiem na zasiadkę przy nęcisku wyruszyliśmy trzy dni temu nad granicę fińsko-rosyjską. Terenówką dojechaliśmy najdalej jak się dało. Tylko kłady pograniczników wjeżdżają dalej w ciasne i kręte przesieki. Przed nami było około 2 kilometrów marszu leśną ścieżką. Już po kilkuset metrach zobaczyłem pierwsze znaki bytności drapieżników – odciski wielkich łap na koleinie po kołach. Przewodnik okazał się miłym, ale stanowczym facetem. W krótkich słowach wyjaśnił mi, że mam nie zostawać w tyle, bo z miśkami nie ma żartów. Wiedziałem, że ostatni oficjalnie zanotowany śmiertelny wypadek zdarzył się właśnie w Finlandii. Człowiek uprawiał jogging i po prostu wbiegł pomiędzy młode i niedźwiedzicę. Pomyślałem, że muszę zachowywać się jak gość i robić, to o co prosi mnie gospodarz. Przyspieszyłem kroku. Po drodze minęliśmy fińskich pograniczników. Jani wymienił z nimi kilka zdań, odnosili się bardzo przyjaźnie. Po chwili zniknęli w lesie, a my podążyliśmy dalej. Tym razem Jani zatrzymał się sam i wskazał na gonną sosnę przed nami. Prosta strzała biegła pionowo w niebo, a razem z nią ślady olbrzymich pazurów. Definitywnie byliśmy w krainie niedźwiedzia. Po prawie godzinnym marszu dotarliśmy nad śródleśne torfowisko. Jakieś 40 metrów od skraju lasu na kłodach stał kontener – ukrycie. Dalej rozciągało się bagnisko. Było szerokie na jakieś 150 metrów i co najmniej dwa razy dłuższe. Sprawiało jednak wrażenie regularnego okręgu, a to za sprawą porastających je rachitycznych brzózek i pozostałości boru bagiennego w postaci ostańców i kłód. Jani odryglował okiennice i drzwi. Kontener okazał się być w miarę wygodny, wyposażany w leżankę i …. dużą tablicę z 4 telefonami alarmowymi. Przewodnik zaproponował ostatnie „siknięcie” na stojąco z czego oczywiście skorzystałem po czym wszedłem na dobre do budy. Ostatni raz, chyba po raz dziesiąty, Jani przypomniał abym pod żadnym pozorem nie otwierał drzwi, a tym bardziej nie wychodził na zewnątrz i pożegnał się życząc mi szczęścia.

Pierwsza 12-to godzina zasiadka na niedźwiedzia brunatnego rozpoczęła się. Wypakowałem głowice statywowe, korpusy i długie rurki. Komplet ogniskowej rozpoczynało 70 milimetrów a kończyło 600 plus telekonwertery. Wszystkie graty starałem się ułożyć tak, aby mieć je pod ręką i w wiadomych miejscach. Ledwo skończyłem się instalować usłyszałem znajome krakanie. To kruki zwiastowały nadejście drapieżnika. Po przeciwnej stronie z lasu wyszedł niedźwiedź, mój pierwszy. Szedł dosyć pewnie na nęcisko. Najprawdopodobniej była to stara samica. Miała nietypowo długi pysk i liniejące futro. Po prostu była brzydka…

cdn.