O sobie samym

 

Michał Jastrzębski, fotograf, podróżnik i myśliwy. Laureat konkursów fotograficznych National Geographic, International Photography Awards, Travel Photographer of the Year, National Wildlife, Global Arctic Awards i innych.
„Kiedy fotografuję towarzyszą mi zazwyczaj dwa uczucia. Jedno z nich to poczucie całkowitego wyobcowania, mojej ingerencji w świat, który się kurczy. Jestem wtedy fotografem, który przyjechał zrobić „temat”. I nie ważne ile czasu na ten „temat” poświecę i z jaką starannością będę do niego podchodził, zawsze czuję się jak obcy element, który pakuje się na siłę z buciorami.
Są jednak takie miejsca, gdzie do najbliższej ludzkiej osady jest kilkanaście, albo kilkadziesiąt kilometrów, a przyroda pozwala się chłonąć wszystkimi zmysłami. To miejsca, gdzie idąc do czatowni spotykam wilki, które są tak samo zaskoczone jak ja. To miejsca na krańcu Europy, gdzie podsłuchuję bieługi, a maskonur pozwala się dotknąć. To miejsca, gdzie siedząc w nocy w namiocie nie wiem czy słyszę nadchodzącego niedźwiedzia czy zapadające głuszce. To miejsca, gdzie buki szumią tak głośno, że nie można spać, a dwustumetrowy klif śpiewa głosami mew. Właśnie dla takich miejsc warto żyć, by móc poczuć je każdym nerwem. W takich miejscach fotografia schodzi na dalszy plan, a liczy się tylko harmonia z przyrodą. Wtedy czuję, że jestem częścią jakiejś ogromnej złożonej całości i podlegam bezwzględnie jej prawom. I nie jest ważne dokąd zmierzam ani ile mam jeszcze czasu. Ważne jest tylko jak podążam moją ścieżką.
A fotografia? To właśnie ona zaciąga mnie do tych miejsc. Pozwala mi o nich pamiętać, dzielić się nimi i być szczęśliwym”